Oj długo mnie nie było, długo. Dwa tygodnie temu wróciliśmy ze studniówki. Było co najmniej dziwnie i nietypowo. Oczywiście nietypowo jak na standardy, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić.

Przede wszystkim imprezę poprowadził DJ. Samo w sobie nie byłoby to niczym zdrożnym, ale odnieśliśmy wrażenie, że ten, skądinąd znany nam, pan niezbyt dobrze się przygotował do swej roli. Może wpływ na to miał fakt, że występował przed nauczycielami, którzy go jeszcze nie tak dawno uczyli. Może co innego miało tu znaczenie. Niemniej jednak ten element imprezy nam się nie spodobał.

Cała reszta była OK. Lokal niezły, jedzenie też niczego sobie (ale opadu szczęki nie było, niestety) i ogólna atmosfera w porządku.

Ale była jedna rzecz zdecydowanie na plus. Mianowicie chodzi o czekoladową fontannę. Słyszałem o tym wynalazku już dawno, ale jeszcze nie miałem okazji na żywo spróbować, jak to działa. Okazuje się, że jest to świetna sprawa na imprezę. Oczywiście wiele zależy od czekolady, którą się zamówi i od rzeczy, które można nią oblać, ale ogólnie rzecz biorąc ludzie dobrze się przy niej bawili.

Teraz do spraw nieco nowszych. Ostatnio zaczęliśmy się rozglądać za kreacją dla Eweliny. Objechaliśmy parę sklepów w Warszawie i już nawet mieliśmy podjąć decyzję, ale Ewelina wpadła na świetny pomysł. Postanowiła pojechać do Suwałk do krawcowej. Jak się okazuje była to decyzja nad wyraz trafna. Nie dość, że suknia będzie szyta na miarę, to zaoszczędzimy sporo zamawiając ją bezpośrednio u krawcowej, a i możliwości przymiarek są lepsze. Jeszcze tylko nie wiemy w co ja się ubiorę. Ale już podjęliśmy pewne kroki i w najbliższej przyszłości będziemy musieli się na coś zdecydować. Od tego między innymi przecież zależy, jak zostanie skrojona suknia Eweliny. Co pokazuje kolejną zaletę krawcowej - to ona powiedziała nam, że krój sukni dobiera się do garnituru.